piątek, 10 czerwca 2011

Zielone spaghetti

Odkąd musiałam radykalnie zmienić moją dietę ze względu na zosiną alergie, cukinia stała się bardzo ważnym elementem w moim codziennym menu. Jem ją na rożne sposoby: smażoną, duszoną, panierowaną, nadziewana mięsem ale prawdziwych hitem stało się ostatnio w naszym domu zielone spaghetti. Jestem wielka miłośniczką makaronu w każdej postaci a ponieważ również pomidory znalazły się na liście rzeczy zakazanych, postanowiłam poszukać alternatywy dla sosu bolońskiego. Wykonanie bardzo proste, smakuje znakomicie. Polecam również tym, którzy na diecie nie są a lubią kuchenne eksperymenty.
Robi się to tak:
Składniki:
3 średnie cukinie
1 cebula
2 ząbki czosnku
oliwa
filet z kurczaka lub mięso mielone lub boczek wędzony
makaron spaghetti
sól, pieprz do smaku


Wykonanie:
Cukinie kroimy w kostkę. Czosnek i pokrojoną w kostkę cebulę dusimy na oliwie, po chwili dodajemy pokrojoną cukinię. Dusimy to pod przykryciem około 15 minut (cukinia powinna być miękka aby łatwo dało się ją zblendować). Całość blendujemy, przyprawiamy do smaku. Fileta z kurczaka kroimy w drobną kostkę, przyprawiamy do smaku i dusimy na patelni.
Do sosu dodajemy uduszonego kurczaka lub boczek, alternatywnie można też dodać wcześniej uduszone mięso mielone.
Przygotowany sos mieszamy z ugotowanym makaronem spaghetti i dokładnie mieszamy. Całość można posypać parmezanem lub dodać odrobinę sera feta.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Sielsko- anielsko

Nawet jeśli nie chodzi się do pracy tylko (jak się niektórym wydaje) leniuchuje z dzieckiem na placu zabaw, wypoczynek się należy. Postanowiliśmy skorzystać z zaproszenia znajomych i wybrać się z nimi na podkarpacką wieś. Nie żadna agroturystyka czy domek letniskowy, prawdziwa wycieczka na prawdziwą wieś. Pierwszy dzień spędziliśmy na błogim nicnierobieniu, dosłowne wczasy "pod gruszą". Objadaliśmy się do nieprzytomności i wylegiwaliśmy na słońcu. Zosia łaskawie pozwoliła nam odpocząć i również z radością korzystała z uroków wsi. Wieczorem, zmęczona świeżym powietrzem, padła jak długa umożliwiając nam obserwacje gwieździstego nieba bo gdzie jak nie na wsi podziwiać gwiazdy.


Drugiego dnia postanowiliśmy cofnąć się w czasie i odwiedzić kolbuszowski skansen gdzie akurat świętowano Zielone Świątki. Miejsce bardzo urokliwe i co ważne pełne prawdziwych, żywych eksponatów. Można było spotkać stuletniego tkacza, praczki czy prząśniczki przy pracy, spróbować samodzielnie wymaglować płótno za pomocą drewnianego walca i kupić drewnianego konia wprost spod dłuta miejscowego artysty. Zabawa przednia, szkoda, że 30-sto stopniowy upał skutecznie utrudniał zwiedzanie, zwłaszcza naszej małej Zosi, która w wózku musiała się nieźle nagimnastykować się aby uniknąć promieni słonecznych.
Po takim weekendzie aż szkoda było wracać do upalnej, miejskiej rzeczywistości gdzie największym wyzwaniem jest znalezienie odrobiny cienia na betonowym placu zabaw....
Dobrze, że już za tydzień kolejna ciekawa wyprawa...ale o tym później.

W naszej rodzinnej stajni przybył nowy koń, wprost z kolbuszowskiego skansenu. Jak Zosia podorośnie, sama będzie mogła wybrać czy jest gniady, siwy, kary czy może kasztanka.

piątek, 3 czerwca 2011

O obrotach ciał dziecięcych

Od kiedy Zosia nauczyła się samodzielnie obracać własne ciałko, stało się to jej ulubionym zajęciem. Całymi dniami kręci piruety w prawo, w lewo, w lewo, w prawo. Nawet we śnie nie odpuszcza i całą noc przewala się z brzucha na plecy głośno pokrzykując, kiedy napotka na swojej drodze boki łóżeczka. Zdarza się również, że zostawiwszy w łóżeczku usypiające już ( jak mi się naiwnie wydawało) dziecko po chwili znajduję je leżące na brzuchu z noga włożona między szczebelki. Oj Zosiu, Zosiu, byle tylko od tych obrotów nie zakręciło nam się w głowie:)


Do obrotu gotowa...obrót!


Zosia właśnie zasypiała kiedy nagle sobie przypomniała co nowego potrafi

środa, 1 czerwca 2011

NOC, najlepsza pora na zakupy

Mimo, iż dzień dziecka dotyczy tej części populacji, do której przestałam się już jakiś czas temu zaliczać, to jednak z właśnie z tej okazji postanowiłam zrobić sobie sama prezent... czas wolny na zakupy bez dziecka. Pobliska galeria handlowa wyszła na przeciw takim jak ja (czyli matkom z półrocznym niemowlakiem) i postanowiła pozostać otwarta do północy. Wykąpane i nakarmione dziecię, przeważnie śpi przez kolejne 6h a zatem przysypiający już mąż nie miał problemu z nadmierną jego aktywnością.
Co za przyjemność nie spieszyć się, nie uciszać płaczącej, nie karmić w "międzyczasie", nie stresować się, że mąż z dzieckiem już czeka aż szybko dokonam kolejnego, nietrafnego wyboru rzeczy, której zupełnie nie potrzebuję. Stres i pośpiech na zakupach sprawiają, że coraz częściej wracam do domu z czymś co mi zupełnie nie odpowiada a zostało zakupione w pośpiechu, między drzemka Zośki a jej karmieniem.
I wiecie co...wczoraj mimo luzy i czasu nic nie kupiłam. Może właśnie dlatego, że miałam czas dokładnie się wszystkiemu przyjrzeć. Kochana galerio więcej takich nocnych zakupów poproszę!!!

sobota, 28 maja 2011

Najlepszy sposób na sen- baSEN

Nie bez przyczyny te dwa słowa brzmią tak podobnie. Basen to sposób sprawdzony i 100% pewny. Jeśli chcecie aby wasze dziecko poszło spać w środku dnia na całe 2h i to samo, bez przymuszania, kołysania i śpiewania, po prostu zabierzcie je na basen. Mimo, iż nasza Zośka nie angażuje się za bardzo w wodne zabawy a jedynie, łaskawie, pozwala się rodzicom wodzić po wodzie, to po wizycie na pływalni zasypia już w samochodzie i śpi kolejne 2h (bez przebudzenia w trakcie rozładunku z auta i ładowania jej do łóżeczka). Wiadomo, że ruch to zdrowie a w zdrowym ciele zdrowe... dziecko a zatem jeśli, rodzicu kochany, chcesz mieć 2 godziny sobotniego, zasłużonego i niczym niezmąconego odpoczynku wyruszaj wraz z pociechą na basen. Krótki wysiłek fizyczny zwróci się z nawiązką:)


Poszła spać tak jak była, ledwie udało nam się zdjąć czapkę:)

poniedziałek, 23 maja 2011

Gazeta

- "Mamo, co robisz?"- zapytałaby Zosia, gdyby umiała mówić.
- "Czytam gazetę kochanie."- odpowiedziałaby matka.
- "A czy ja też mogę poczytać gazetę?"- zapytałby Zosia, gdyby umiała...
- "Oczywiście córeczko. Proszę, to Twoja gazeta"- odpowiedziałby matka.

- "Dziwna rzecz to czytanie"- powiedziałaby Zosia gdyby...- "Nie da się go ugryźć, ani nim przykryć, ani nawet ładnie nie pachnie...

niedziela, 22 maja 2011

Jak ryba w wodzie - czyli pływacki debiut...



Upalna sobota nasunęła nam pomysł, że może wizyta na basenie pomoże ochłodzić ciało i umył. Zosia oczywiście została również uwzględniona w basenowym planie. Wszyscy dziecięcy eksperci podkreślając zbawienną, wręcz magiczna, moc wody, zwłaszcza we wczesnym okresie życia dziecka. Dlaczego by nie spróbować?
Na początku Zosia była trochę nieufna (a przede wszystkim śpiąca) dlatego też pierwszy kontakt z wielką woda nie spotkał się z ciepłym przyjęciem, ale później było już tylko lepiej i lepiej. Młoda dała się ponieść wodzie i silnym ramionom taty i tak jej się spodobała, że postanowiliśmy powtarzać to co tydzień.
Trudne początki

piątek, 20 maja 2011

Coś na ząb!!!

ZĄBKUJEMY!!!Obie... Mamie rośnie ósemka a Zosi powoli, powolutku wyżyna się pierwsza jedynka. Tuż, tuż za nią idzie jej siostra bliźniaczka. Na razie obywa się bez gorączki choć nocne marudzenie występuje z różnym nasileniem (swoją droga ciekawe czy dorośli też mogą usprawiedliwić złe humory ząbkowaniem?).
WSZYSTKO, dosłownie wszystko, co znajduje się w zasięgu zosinych rączek, nadaje się do "wzięcia na ząb". Świat naszej córki został podzielony na rzeczy, które można wziąć do buzi i te (zupełnie nieinteresujące), które do buzi się nie mieszczą.
Strzeżcie się pluszaki, gryzaki i książeczki, palce, ubrania i śliniaki. Nadchodzi Zosia, dwuzębny potworek...i nic nie jest w stanie jej powstrzymać:).




sobota, 14 maja 2011

Dwaj ogrodnicy i "Zimna Zośka"

Tak, tak to nie pomyłka. Powiecie, że ogrodników było przecież trzech a nie dwóch, ale u nas jest dwóch bo ogrodnicy to My a Zimną Zośkę już znacie.
Do pracy zabraliśmy się energicznie bo z dzieckiem na działce dłużej niż. godzinę nie da rady. W tym roku postanowiliśmy maksymalnie wykorzystać możliwości naszej małej działki i posiać jak najwięcej warzyw. Przynajmniej będziemy wiedzieć co dajemy małej. W planie była ekologiczna marchewka, dynia, cukinia, pietruszka i szczypiorek. Plan wykonany, warzywa zasiane, czekamy na plony. Zosia na wszystkie ogrodnicze zabiegi patrzyła z pewną rezerwą z wysokości swojego wózka. Dała się jedynie namówić jedynie na wąchanie kwiatków i mały wianuszek ze stokrotek.





A dla naszej Zimnej Zośki wszystkiego najlepszego z okazji pierwszych imienin!!!!

piątek, 13 maja 2011

Kiedyś Cię znajdę...

Pięć miesięcy macierzyńskiego minęło, nawet nie wiadomo kiedy. Jeszcze tylko zaległy urlop wypoczynkowy i trzeba myśleć o powrocie do pracy. Z tym faktem wiąże się konieczność przestawienia Zosi na mleko modyfikowane. Sytuacje komplikuje jednak fakt, że Zosia nie chce pić z butelki. Każda próba kończy się pluciem, płaczem i poczuciem, że robimy dziecku krzywdę. Na nic wymyślne smoczki, butelki i soczki. Nie chce i już!! W efekcie w domu rośnie góra różnokształtnych smoczków, które ciągle kupuję w nadziei, że to może właśnie ten jedyny, który przekona ją do picia z butelki. Na razie jeszcze takiego nie znalazłam ale się nie poddaję:) Za Reni Jusis powtórzę..."kiedyś cie znajdę, znajdę cię", tylko wtedy Zośka już dawno będzie piła z kubka:)

Gumowa kolekcja

wyjazd w fotograficznym skrócie

Co prawda z podróży wróciliśmy już kilka dni temu ale, jak już wspomniałam, musieliśmy powoli wrócić do rzeczywistości i uporać się z górą prania. Sytuację utrudniał pokaźny glut z zosiowego nosa oraz wszechogarniające lenistwo...ale daliśmy radę i już jesteśmy z powrotem on line:)
Wyjazd dostarczył Zosi wielu nowych wrażeń oraz pozwolił jej spróbować wielu rzeczy po raz pierwszy.

Pierwsze wyjście do pubu ale nie pierwsze piwo...


Pierwsza kąpiel w basenie...ale bez wody


Pierwsza walka o dominacje..ale niewygrana (Zosia zajęła dobre drugie miejsce)


Pierwsza suknia balowa..ale bez pantofelków


Pierwszy bal...ale bez księcia

wtorek, 10 maja 2011

Odkopujemy się..

Po tygodniowej nieobecności staramy się powoli wrócić do rzeczywistości. Pełniejsza relacje z wojażu a najbliższej przyszłości jak tylko uporamy się z górą prasowania.


Zosia dzielnie pomaga robiąc wstępne maglowanie.