-"Tatusiu idziemy na dłuuuuugi spacer"- prosi dziecko na widok ojca wracającego z pracy.
-"Gdzie chcesz iść Zosiu?"- pyta głodny ojciec, który tylko marzy o chwili odpoczynku.
-"Na lotnisko!"- odpowiada dziecię i już ubiera buciki w przedpokoju.
Po pół godziny od wyjścia dwójki z domu, dostaję zdjęcie Zosi, która z zainteresowaniem rozgląda się po nowym podlubelskim terminalu. Po powrocie z wycieczki dziecko obwieszcza mi. "Mamo, mamo byłam w Londynie!"
Oj tatusiu, tatusiu, uważaj bo następnym razem może poprosić o spacer na Marsa...
Wszystko super tylko gdzie te samoloty???gdzie ci pasażerowie???
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże małe i duże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże małe i duże. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 marca 2013
wtorek, 19 czerwca 2012
W poszukiwaniu Ojca Mateusza...
Od kilku lat (sezonów) pewien ksiądz budzi w czwartki u Polaków, duże emocje i pozytywne uczucia. Ksiądz podobno stacjonuje w Sandomierzu a, że niedziela piękna, pogoda jak drut, postanowiliśmy to sprawdzić osobiście. Zosia postanowiła poszukiwania księdza rozpocząć od Bramy Opatowskiej, jakby nie było, symbolu Sandomierza. Na bramę można wejść i zobaczyć całe miasta z góry, my jednak zdeterminowani naszym planem odnalezienie księdza udaliśmy się w dalszą drogę...

Na pierwsze ślady poszukiwanego natknęliśmy się już na rynku. Co prawda samego Mateusza nie udało nam się spotkać ale za to wysłał nam na powitanie "swoich ludzi". Zosia trochę zdziwiona ich nietypowym strojem uległa indoktrynacji i już po chwili krzyczała" ciocie" ciocie".


Zmęczone upałem dziecko postanowiło chwilę odpocząć i przemyśleć całą sprawę jeszcze raz...
...już prawie południe a jeszcze nie było drugiego śniadania. Krótka chwila namysłu, szybkie podliczenie dostępnych środków ...
I już można się delektować wyśmienitą kawą ..i lodami z prawdziwej zielonej budki



Na pierwsze ślady poszukiwanego natknęliśmy się już na rynku. Co prawda samego Mateusza nie udało nam się spotkać ale za to wysłał nam na powitanie "swoich ludzi". Zosia trochę zdziwiona ich nietypowym strojem uległa indoktrynacji i już po chwili krzyczała" ciocie" ciocie".


Zmęczone upałem dziecko postanowiło chwilę odpocząć i przemyśleć całą sprawę jeszcze raz...
...już prawie południe a jeszcze nie było drugiego śniadania. Krótka chwila namysłu, szybkie podliczenie dostępnych środków ...
I już można się delektować wyśmienitą kawą ..i lodami z prawdziwej zielonej budki


Im bardziej szukaliśmy o. Mateusza, tym bardziej go nie było choć...pewna postać wydała się jakby znajoma... 

Jak mój nasz masz znajomy Jaś "ważne aby nigdy nie zapominać o dobrej zabawie" dlatego też resztę dnia poświęciliśmy na zabawę właśnie.
i wędrówki Wąwozem Świętej Królowej Jadwigi, tym razem w przyjemnej wersji bez komarów:)

piątek, 25 maja 2012
Malutka chwila odpoczynku
Ostatnio ciągle wyjeżdżamy. Albo służbowo wyjeżdżam ja, zostawiając
wszystko na głowie męża, który przyznam radzi sobie świetnie. Albo
jedziemy cała rodziną zaliczając wszystkie rodzinne imprezy od chrztów
poczynając na weselu kończąc. Właściwie to przesłałam wypakowywać
walizkę bo i tak wciąż na nowo muszę ją wyciągać. Dokładam tylko za
każdym razem nowe rzeczy, w zależności od okazji, i w drogę. W ostatni
weekend, w drodze na kolejną rodzinną uroczystość, zatrzymaliśmy się w
naprawdę uroczym i dosłownie MALUTKIE miejscu. Pogoda była cudowna,
otoczenie urocze, zwierzęta przyjazne a Zosia szczęśliwa. Czegóż chcieć
więcej??? może czasu aby się tym wszystkim nacieszyć:)
Deptać czy nie deptać oto jest pytanie???
niedziela, 21 sierpnia 2011
Było tak...
Jak już wcześniej wspomniałam, podczas pobytu u dziadków, odbył się chrzest naszej Panny Zosi. Całą uroczystość dziecię darło się wniebogłosy z powodu wychodzących zębów przednich i nic nie było w stanie jej uspokoić. Chwilowe wytchnienie od płaczu przynosił widok wielkiego akwarium zamontowanego w lokalu. Do tego potrzebni byli tzw "trzymacze", w rolę, których na zmianę, wcielali się dziadek albo babcia...ale ile czasu można stać przed akwarium???
Potem było już tylko lepiej. Cała rodzina dbała o to aby dzieci się nie nudziły, nawet jeśli miałoby to grozić odmą płuc:) Zabawa była przednia i co ważne na świeżym, powietrzu. Towarzystwa nie brakowało bo co rusz zjawiały się nowe kuzynki.
Wizyta u prababci na wsi dostarczyła również wielu nowych wrażeń. Słowo "Muuu' i "Kwa Kwa" nabrały nowego znaczenia i wreszcie zostały zwizualizowane. Hasło"Kobiety na traktory" okazało się ponadczasowe a sławną niegdyś traktorzystę, Magdalenę Figur, zastąpiła młoda adeptka - Alicja!
Szkoda tylko, że wakacje trwały tak krótko, i że tak długo trzeba po nich odpoczywać:)

Potem było już tylko lepiej. Cała rodzina dbała o to aby dzieci się nie nudziły, nawet jeśli miałoby to grozić odmą płuc:) Zabawa była przednia i co ważne na świeżym, powietrzu. Towarzystwa nie brakowało bo co rusz zjawiały się nowe kuzynki.
Wizyta u prababci na wsi dostarczyła również wielu nowych wrażeń. Słowo "Muuu' i "Kwa Kwa" nabrały nowego znaczenia i wreszcie zostały zwizualizowane. Hasło"Kobiety na traktory" okazało się ponadczasowe a sławną niegdyś traktorzystę, Magdalenę Figur, zastąpiła młoda adeptka - Alicja!
Szkoda tylko, że wakacje trwały tak krótko, i że tak długo trzeba po nich odpoczywać:)

poniedziałek, 18 lipca 2011
Qulturalny weekend
Tym razem przyszedł czas na wyprawę do stolicy. Niech od małego Zosia chłonie wielkomiejski kurz..:) Warszawa naprawdę da się lubić zwłaszcza, gdy warszawiacy wskażą ciekawe miejsca. Zaczęliśmy od...placu zabaw bo takich placów jak w Warszawie nie ma w całym Lublinie:) Zosia wraz z tatą postanowiła wykorzystać okazje i wypróbować wszystkie dostępne urządzenia.



Później odwiedziliśmy Park Rzeźby na Bródnie, gdzie podczas warsztatów dzieci miały możliwość własnoręcznie zbudować Togune i podpatrzeć jak artysta z Mali, tworzy na ich oczach afrykańską maskę. Starsze dzieci były zachwycone, Zosi jedynie ciekawa czy stworzone właśnie dzieło da się wziąć do buzi w celu masażu dziąseł:) Warsztatom towarzyszył piknik i poszukiwanie niewidzialnej rzeźby. Piękny park, piękne popołudnie!!!




Niedzielne przedpołudnie spędziliśmy w teatrze "dwóch aktorów i jednego widza" na przedstawieniu "Na straganie". Ciekawa scenografia, wartka akcja, młodzi aktorzy w świetnej formie. Polecam gorąco choć bardzo trudno o bilety:)

Popołudniu, jak wielu warszawiaków, wybraliśmy się do Łazienek Królewskich, aby w akompaniamencie Zosiowych krzyków, wysłuchać chopinowskiego koncertu. Po koncercie był jeszcze czas na karmienie wiewiórek orzechami i już trzeba było wracać do domu. Szkoda, szkoda, że ta Warszawa nie jest w Lublinie albo Lublin w Warszawie.



Później odwiedziliśmy Park Rzeźby na Bródnie, gdzie podczas warsztatów dzieci miały możliwość własnoręcznie zbudować Togune i podpatrzeć jak artysta z Mali, tworzy na ich oczach afrykańską maskę. Starsze dzieci były zachwycone, Zosi jedynie ciekawa czy stworzone właśnie dzieło da się wziąć do buzi w celu masażu dziąseł:) Warsztatom towarzyszył piknik i poszukiwanie niewidzialnej rzeźby. Piękny park, piękne popołudnie!!!




Niedzielne przedpołudnie spędziliśmy w teatrze "dwóch aktorów i jednego widza" na przedstawieniu "Na straganie". Ciekawa scenografia, wartka akcja, młodzi aktorzy w świetnej formie. Polecam gorąco choć bardzo trudno o bilety:)

Popołudniu, jak wielu warszawiaków, wybraliśmy się do Łazienek Królewskich, aby w akompaniamencie Zosiowych krzyków, wysłuchać chopinowskiego koncertu. Po koncercie był jeszcze czas na karmienie wiewiórek orzechami i już trzeba było wracać do domu. Szkoda, szkoda, że ta Warszawa nie jest w Lublinie albo Lublin w Warszawie.
wtorek, 28 czerwca 2011
Szumią SZUMY na Roztoczu
Sezon letni postanowiliśmy otworzyć wyjazdem na Roztocze. Jeździmy tam często bo to naprawdę piękne miejsce. Tam też prawie 2 lata temu braliśmy ślub. Zwierzyniec i okolice są miła odmianą od głośnej muzyki, grillowego dymu i jarmarcznych straganów, tak często spotykanych w okolicach wody. Nad zwierzynieckimi stawami nie ma ani jednej budki z kebabem i coca- colą ba, wcale nie ma żadnej budki za wyjątkiem toalety. Jest za to strzeżone kąpielisko, ciepła woda i plaża w środku Roztoczańskiego Parku Narodowego.

Są też "koniki polskie" pasące się nieopodal stawu, które nic sobie nie robią z tego, że są nieustannie na celowniku obiektywów.


W Zwierzyńcu odbywa się również co roku, w sierpniu Letnia Akademia Filmowa. Wtedy, to małe miasteczko wypełnia się po brzegi ludźmi żądnymi dobrego kina a wszystkie możliwe lokale zamieniane są na sale kinowe. Roztocze to również świetne miejsce na rowerowe wycieczki na sprzęcie własnym lub pożyczonym. W miasteczku aż roi się od wypożyczalni rowerów wszelakiej maści.
Nasz wyjazd upłynął pod tytułem" Czasem słońce czasem deszcz". Niebo ciągle się chmurzyło grożąc deszczem ale ten, spadł dopiero w Zamościu, gdzie pojechaliśmy następnego dnia. Zamościa nie muszę wam chwalić ani przedstawiać. Warto zobaczyć choćby przejazdem. Z roku na rok miasto wygląda coraz lepiej. Jedyne czego nie polecam to zamojskie ZOO, odstraszające swoim zapachem nawet najbardziej zapalonych miłośników zwierząt.

Kolejne roztoczańskie cuda natury to SZUMY na Tanwią w okolicy Suśca. Są to małe, połączone ze sobą, wodospady tworzące malowniczy widok i cudownie relaksujący szszszummmmm. Miejsce cudowne, trochę kłopotliwe logistycznie bo strome schody utrudniają poruszanie się z wózkiem, ale od czego są nosidełka lub ręce taty:)


Bardzo się cieszę, że mogłam pokazać te wszystkie miejsca naszej małej córeczce, która rośnie w oczach i choć na pewno nie będzie pamiętać naszej pierwszej wyprawy to mam nadzieję, że miłość to Roztocza wyssie z mlekiem matki.
Można jeszcze długo pisać o tych cudach natury, pewne jest, że warto je odwiedzić i zatrzymać się na chwilę, żeby odpocząć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












