wtorek, 19 czerwca 2012

W poszukiwaniu Ojca Mateusza...

Od kilku lat (sezonów) pewien ksiądz budzi w czwartki u Polaków, duże emocje i pozytywne uczucia. Ksiądz podobno stacjonuje w Sandomierzu a, że niedziela piękna, pogoda jak drut, postanowiliśmy to sprawdzić osobiście. Zosia postanowiła poszukiwania księdza rozpocząć od Bramy Opatowskiej, jakby nie było, symbolu Sandomierza. Na bramę można wejść i zobaczyć całe miasta z góry, my jednak zdeterminowani naszym planem odnalezienie księdza udaliśmy się w dalszą drogę...




Na pierwsze ślady poszukiwanego natknęliśmy się już na rynku. Co prawda samego Mateusza nie udało nam się spotkać ale za to wysłał nam na powitanie "swoich ludzi". Zosia trochę zdziwiona ich nietypowym strojem uległa indoktrynacji i już po chwili krzyczała" ciocie" ciocie".


Zmęczone upałem dziecko postanowiło chwilę odpocząć i przemyśleć całą sprawę jeszcze raz... ...już prawie południe  a jeszcze nie było drugiego śniadania. Krótka chwila namysłu, szybkie podliczenie dostępnych środków ...
 
I już można się delektować wyśmienitą kawą ..i lodami z prawdziwej zielonej budki

Im bardziej szukaliśmy o. Mateusza, tym bardziej go nie było choć...pewna postać wydała się jakby znajoma...  
 
Jak mój nasz masz znajomy Jaś "ważne aby nigdy nie zapominać o dobrej zabawie" dlatego też resztę dnia poświęciliśmy na zabawę właśnie. 
i wędrówki Wąwozem Świętej Królowej Jadwigi, tym razem w przyjemnej wersji bez komarów:)

poniedziałek, 28 maja 2012

Sami!!!

Po raz pierwszy od narodzin naszego dziecka spędziliśmy weekend całkiem sami. Dziecię zostało po opieką babci a my w najlepsze używaliśmy życia...pod opieką wodzireja:)

piątek, 25 maja 2012

Malutka chwila odpoczynku


Ostatnio ciągle wyjeżdżamy. Albo służbowo wyjeżdżam ja, zostawiając wszystko na głowie męża, który przyznam radzi sobie świetnie. Albo jedziemy cała rodziną zaliczając wszystkie rodzinne imprezy od chrztów poczynając na weselu kończąc. Właściwie to przesłałam wypakowywać walizkę bo i tak wciąż na nowo muszę ją wyciągać. Dokładam tylko za każdym razem nowe rzeczy, w zależności od okazji, i w drogę. W ostatni weekend,  w drodze na kolejną rodzinną uroczystość, zatrzymaliśmy się w naprawdę uroczym i dosłownie MALUTKIE miejscu. Pogoda była cudowna, otoczenie urocze, zwierzęta przyjazne a Zosia szczęśliwa. Czegóż chcieć więcej??? może czasu aby się tym wszystkim nacieszyć:)









 Deptać czy nie deptać oto jest pytanie???

środa, 23 maja 2012

Wózkomaniaczka...


Strzeżcie się dzieci, lale i misie. Nadchodzi Zosia wózkomaniaczka, która nie zawaha się zabrać wam wasz ulubiony wózek i odjechać w siną dal uprowadzając ukochane, niczego nieświadome, lale i misie. Maniaczka ma dokładnie opracowany plan uprowadzenia. Zaczaić się, udawać niezainteresowaną, wykorzystać nieuwagę opiekuna wózka i szybko odjechać przed siebie.
W tym tygodniu ofiarą Zośki padły: "Długowłosa Alina"

"Różowa Lola"

 oraz "Bobas Retro"


Jeśli spotkacie ją na swojej drodze, nie zostawiajcie wózka bez opieki. Nawet nie zauważycie kiedy zniknie z waszego pola widzenia:)

środa, 9 maja 2012

Dzidzia!!!

W ostatnim czasie słowo najchętniej i najczęściej powtarzane przez Zosię. Kontakt z młodszymi kuzynkami zaowocował wielka miłością do małych dzieci. Jeszcze miesiąc temu widząc jak biorę na ręce, którąś z malutkich bliźniaczek, Zosia reagowało żywo okazywanym niezadowoleniem i nagłą potrzebą znalezienia się na ich miejscu. Tym razem było zupełnie inaczej. Dziecięce łóżeczko stało się najciekawszym miejscem w domu a głaskaniom i całusom nie było końca. 



 Podobno przy trójce, dzieci wychowują się same a co powiecie na taki zestaw?
 Pozwólcie przedstawić sobie: Magda i Katarzyna, we własnej osobie.


Na koniec Zosia sama zapragnęła stać się malutką dziewczynka i do znudzenia kazała się wozić w niemowlęcym wózku:)

poniedziałek, 7 maja 2012

LODY...!

Przysmak do tej pory Zosi nie znany w jednej chwili stał się dziecięcym obiektem pożądania. Już sam ich widok buzi w Zosi dzikie żądze a kiedy lód jest jeden a dziewczynki dwie, naprawdę trzeba się nagłowić, aby zagarnąć dla siebie jak najwięcej.


 W towarzystwie smakuje lepiej.

 Jest tylko jeden i co my teraz zrobimy???
 Już wiem, to było tak. Sroczka kaszkę ważyła, Zosie małą karmiła:)

Ej daj potrzymać!
 Tak jak myślałam, zimny jak lód.

A Ty jakie masz? też zimne?

niedziela, 6 maja 2012

Na deptaku w Ciechocinku....

Majowy weekend wciągnął nas niczym czarna dziura. Pochłonięta pakowaniem i organizowaniem całej  weekendowej logistyki, popełniłam blogowy grzech zaniedbania - przestałam pisać. Ale obiecuje solennie poprawę i w najbliższym czasie postaram się wszystko nadrobić, a że działo się naprawdę dużo możecie liczyć na ciekawe relacje:)
Czas wolny spędziliśmy u dziadków w Kole ciesząc się piękną pogodą  (o dziwo, pierwszy raz od 5 lat nasza majówka była naprawdę piękna) i pławiąc się w słodkim lenistwie skrupulatnie zjadając wszystko co nam pod nos podsunięto, za co bardzo jesteśmy wdzięczni. Dziecię zadowolone z towarzystwa osób starszych i młodszych!!! (o tym w następnym odcinku), bawiło się przednio i za domem bynajmniej nie tęskniło. Plusem długiej nieobecności jest niewątpliwie ponowne mocne uczucie do starych już zabawek, które z perspektywy odległości przybrało na sile.
W międzyczasie odwiedziliśmy Ciechocinek, miejsce przyjazne zarówno starszym jak i młodszym kuracjuszom. Podobno uzdrawiająca moc tężni może zdziałać cuda dla "żłobkowych chorowitków" a pięć dni w Ciechocinku to jak 2 tygodnie nad morzem. No nie wiem co o tym myśleć, tężnie robią naprawdę imponujące wrażenie ale czy potrafią zdziałać cuda??? Ekonomicznie jest to przekonujące:)
 -Przepraszam czy Panowie wiedzą gdzie te tężnie? Szukam, szukam i znaleźć nie mogę???





środa, 11 kwietnia 2012

Starsza kuzynka

Starsza siostra to jest coś! Pomoże, przytuli, doradzi, zawsze można na niej polegać:) Na własne starsze rodzeństwo Zosia nie ma już co liczyć ale od czego jest starsza (odrobinę starsze) kuzynka Ala! Jeszcze przed wyjazdem długo ćwiczyliśmy z Zosią wypowiadanie jej imienia aby podczas czułego powitania nie dać plamy. A L A, ALA, Ala z mocnym akcentem na pierwszą literę. Udało się:) obie dziewczynki nie mogły się sobą nacieszyć, aż miło popatrzeć.


Doradzi


Dopasuje


Pobawi się


Przytuli


Od tej pory wszystko musi być dla dwóch bo....

w świecie Zosi pojawiły się jeszcze dwie nowe kuzynki, dla których Zosia będzie tą starszą:)

czwartek, 5 kwietnia 2012

Szpital domowy

Zosia po dwumiesięcznej przerwie wróciła na chwilę do Klubu Malucha. Powrót był raczej epizodyczny i trwał zaledwie cztery dni za to jego skutki odczuliśmy wszyscy bardzo dosłownie. Zaczęło się tak:
Zosia przyniosła z klubu "uśpioną" jelitówkę, którą po dwóch dnia ukrycia wyszła z całą siłą na jaw, z radością przechodząc również na tatę Zosi. Kiedy już oboje mieli po jelitówce, Zosia dostała zapalenia spojówek i "wirusowego" gardła (dla dociekliwych to takie gardło co jest czerwona ale da radę bez antybiotyku). Gardło dało radę bez, ale za to matka nie dała rady chorując, w tym samym czasie, na zapalenie zatok. Weekend zatem spędziliśmy rodzinnie pokładając się wzajemnie na siebie i licytując komu jest gorzej i które z chorych rodziców powinno zajmować się równie chorym dzieckiem.
Kiedy wydawać by się mogło, że jejmość jelitówką opuszcza nas na stałe okazała się, że ma ją teraz matka i cała zabawa zaczęła się od początku.
Obecnie powoli wracamy do normy bilansując stracone kalorie myślą o świątecznych smakołykach.
Opiekunka z klubu indagowana przeze mnie czy ktoś w żłobku również padł ofiarą rota wirusa przyznała, że owszem ale 2 tygodnie temu więc Zosia musiała złapać ją gdzieś indziej.(!!!)
Do klubu na razie nie wracamy, aż strach pomyśleć co tym razem Zośka przyniosłaby do domu.