

Na pierwsze ślady poszukiwanego natknęliśmy się już na rynku. Co prawda samego Mateusza nie udało nam się spotkać ale za to wysłał nam na powitanie "swoich ludzi". Zosia trochę zdziwiona ich nietypowym strojem uległa indoktrynacji i już po chwili krzyczała" ciocie" ciocie".


Zmęczone upałem dziecko postanowiło chwilę odpocząć i przemyśleć całą sprawę jeszcze raz...


I już można się delektować wyśmienitą kawą ..i lodami z prawdziwej zielonej budki


Im bardziej szukaliśmy o. Mateusza, tym bardziej go nie było choć...pewna postać wydała się jakby znajoma... 


Jak mój nasz masz znajomy Jaś "ważne aby nigdy nie zapominać o dobrej zabawie" dlatego też resztę dnia poświęciliśmy na zabawę właśnie.
i wędrówki Wąwozem Świętej Królowej Jadwigi, tym razem w przyjemnej wersji bez komarów:)
