poniedziałek, 2 września 2013

Pierwszy dzień w przedszkolu


Dziś Zosia rozpoczęła kolejny etap w swoim (i naszym) życiu.
Powód wiadomy: pierwszy dzień w przedszkolu.
Ten wątpliwy zaszczyt przypadł mi - czyli Tacie Zosi.

Postanowiłem odwrócić role i zachęciłem Zosię, żeby to ona zaprowadziła mnie do swojego przedszkola.
I udało się: z wielkim pędem i zapałem Zosia wręcz zaciągnęła mnie za rękę do swojego przedszkola, ścinając zakręty i biegnąc przez trawnik na skróty. Małe szafki, własny wieszak, osobne miejsce na buty, naklejka bączka na szafce zrobiły na Zosi wrażenie i bardzo się spodobały. Z chęcią przebrała się i weszliśmy na Salę Puchatków. Z przyjemnością nakleiła sobie identyfikator ze swoim imieniem i obrazkiem bączka. I to koniec. Koniec tej miłej części.
Później coś nie zaiskrzyło. Zosia wkleiła się we mnie i ani rusz. O efektach dźwiękowych nie wspominam. Palec po palcu odrywałem Zosię od mojej marynarki...
O 15.00 przyjechaliśmy do przedszkola razem z Mamą Zosi. Moje obawy były tak dalekie, że sądziłem iż usłyszę jej płacz z daleka. Ale tak, na szczęście się nie stało. Kiedy otworzyłem drzwi Zosia siedziała przy stoliku i jadła podwieczorek. Zobaczyła nas i kazała poczekać na siebie aż skończy. Nic. Zamknęliśmy drzwi i cierpliwie poczekaliśmy. Wróciła zadowolona.

Teraz leże na dole jej piętrowego łóżka, a Zosia usypia nade mną. I zobaczcie sami jakie uwagi mi prawi na jutro, dosłownie cytuję:
"Misiu, tak się nie robi, to jest niekulturalne.
Zostawiłeś piżamkę w przedpokoju.
Pani założyła mi niewłaściwą.
Tatusiu, to jest niegrzeczne.
Żebyś tak więcej nie robił."

A tak Zosia wyglądała dzisiejszego poranka.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza