
A zatem, tym razem będzie bez dziecka mimo, iż o dziecku ten blog właśnie.
Wykorzystując możliwość zostawienia naszej Zosi z Babcią, postanowiliśmy egoistycznie i to zupełnie świadomie, spędzić ten czas zupełnie sami. Na wycieczkę udaliśmy się do stolicy z zamieram odwiedzenia Planetarium i Centrum Nauki Kopernik. Po odstaniu, w godzinnej, iście ślimaczo posuwającej się, kolejce, udało nam się kupić bilety do oby miejsc (wskazówka dla odwiedzających: kupując bilet do planetarium można w tej samej kolejce kopić bilet do Centrum Nauki Kopernik, co oszczędza jakieś 2 h stania w słońcu lub deszczu w kolejce przed budynkiem "kopernika" w oczekiwaniu na bilet).
W CNP bawiliśmy się świetnie dotykając wszystkiego co dotknąć się dało i eksperymentując z każdy możliwy sposób. Było leżenie na "łóżku fakira", zamykanie się w bańce mydlanej i podnoszenie samego siebie za pomocą dźwigni. Już nie mogę się doczekać kiedy do tego naukowego cuda będę mogła zabrać naszą małą Zosię i odpowiedzieć na tysiące "A dlaczego..????". Zobaczenie i wypróbowanie wszystkiego zajęło by chyba kilka dni więc poprzestaliśmy na tym co w danej chwili było akurat dostępne i nie zepsute...
Kopernik Kopernikiem, wszystko to piękne, nowoczesne i trochę męczące. Po trzech godzinach miałam dość przepychania się między małych i dużych aby dopchać się do jakiegoś eksponatu. Ciekawe czy nadejdzie kiedyś taki czas, kiedy na każdego zwiedzającego przypadnie choć jeden sprawny eksponat???
test na kosmonautę zdany bezbłędnie....

Przynajmniej w filmie..o księżycu
Można też było sprawdzić swoją odporność na wirowanie

I przekazać kilka ważnych informacji w szerszym gronie...
Największe wrażenie zrobił jednak na mnie pokaz w Planetarium. Już dawno z takim zachwytem nie patrzyłam w niebo i nie dałam się wciągnąć w to co przed sobą/ wokół siebie widzę. Wizytę w Planetarium gorąco polecam, dużym i małym (choć 3 D dopiero od 10 lat), naprawdę robi ogromne wrażenie!!!