niedziela, 21 sierpnia 2011

Było tak...

Jak już wcześniej wspomniałam, podczas pobytu u dziadków, odbył się chrzest naszej Panny Zosi. Całą uroczystość dziecię darło się wniebogłosy z powodu wychodzących zębów przednich i nic nie było w stanie jej uspokoić. Chwilowe wytchnienie od płaczu przynosił widok wielkiego akwarium zamontowanego w lokalu. Do tego potrzebni byli tzw "trzymacze", w rolę, których na zmianę, wcielali się dziadek albo babcia...ale ile czasu można stać przed akwarium???



Potem było już tylko lepiej. Cała rodzina dbała o to aby dzieci się nie nudziły, nawet jeśli miałoby to grozić odmą płuc:) Zabawa była przednia i co ważne na świeżym, powietrzu. Towarzystwa nie brakowało bo co rusz zjawiały się nowe kuzynki.






Wizyta u prababci na wsi dostarczyła również wielu nowych wrażeń. Słowo "Muuu' i "Kwa Kwa" nabrały nowego znaczenia i wreszcie zostały zwizualizowane. Hasło"Kobiety na traktory" okazało się ponadczasowe a sławną niegdyś traktorzystę, Magdalenę Figur, zastąpiła młoda adeptka - Alicja!
Szkoda tylko, że wakacje trwały tak krótko, i że tak długo trzeba po nich odpoczywać:)




czwartek, 18 sierpnia 2011

wyjazdy i powroty

Letni czas zachęca do podróży. Plany były ambitne a skończyło się na wizycie u dziadków w Kole. 5-godzinna podróż z ruchliwym dzieckiem nie należy do przyjemności, zwłaszcza jeśli to dziecko po uruchomieniu silnika, zamiast iść spać, drze się wniebogłosy. Tym razem postanowiliśmy wyprzedzić fakty i wyruszyliśmy o 4 w nocy. Podobnie zrobiliśmy w drodze powrotnej i tym sposobem dziecię zamiast brykać, spokojnie przespało większość drogi. Gorzej z rodzicami, którzy po nocnych wojażach chcieliby odpocząć a tu się nie da. Trzeba się zająć, pobawić, ukochać...
No nic, ważne, że wyjazd się udał:) Zosia została ochrzczona, zobaczyła wiele nowych twarzy, miejsc, wróciła również z dwoma nowymi zębami, które mocno dały nam się w kość. Zosiowe zęby rosną, jak mówi Pani doktor, po chińsku. Dwójki wyprzedziły jedynki, może stąd te wielogodzinne krzyki i gile do pasa. Dość o tym. Relacja z wyjazdu w najbliższym czasie jak tylko zdołam odespać nocne podróże.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Mały uciekinier

Jeszcze tak niedawno leżała nieruchoma machając jedynie rączkami. Później była burzliwa faza obrotów, zwrotów i przewrotów a teraz dziecko, na chwilę spuszczone z oka, momentalnie znika...To jeszcze nie raczkowanie bo nadal brzuchem szoruje o ziemi,e ale idzie jej naprawdę całkiem nieźle a przede wszystkim bardzo szybko. Gdybyście przypadkiem spotkali gdzieś moją Zosie powiedzcie jej proszę, że ma natychmiast wracać:)


zgubiona...

namierzona...

znaleziona!!!

niedziela, 7 sierpnia 2011

Przygotowania

Przygotowania do chrztu idą pełną parą, impreza już za tydzień. Zosia postanowiła samodzielnie dokonać wyboru stroju i jak na prawdziwą kobietę przystała, odbyć w nim próbę generalną.


wybór nie był łatwy zważywszy, iż kolorem dominującym nie będzie tym razem różowy:)


No i jak efekt? Może być?:)


a buty??? Nie zapominajmy o butach!

środa, 3 sierpnia 2011

Wczesna edukacja czy dobra zabawa???

...oto jest pytanie??? Szkół jest tyle ilu rodziców ale dwie najbardziej popularne mówią, że dziecko przede wszystkim powinno się bawić, bawić,, bawić bo na naukę przyjdzie czas i druga szkoła, która mówi, że malutkie dziecko błyskawicznie się uczy właśnie poprzez zabawę.
Wybraliśmy tą drugą, skuszeni książkami: G. Doman: "Jak nauczyć małe dziecko czytać" i Katarzyny Rojkowskiej opisującymi metody nauki czytania i liczenia dzieci w wieku 0-5 lat. Postanowiliśmy zamiar wprowadzić w życie i tak już od kilku miesięcy uczymy małą Zosie czytać a od 2 tygodni również liczyć.

Szaleństwo powiecie bo dziecina przecież malutka, nic nie rozumiejąca to po cóż jej mącić w głowie jakimiś planszami, drukami, kropkami itp. Ale właśnie wiek jej jest jej największym atutem bo im mniejsze dziecko tym szybciej się uczy.
Naturalna ciekawość dziecka, jego entuzjazm i świeżość sprawiają, że nie traktuje ono nauki czytania czy liczenia jako przykrego obowiązku, ale jako świetną zabawę. Już po kilka dniach pokazywania Zosi plansz z wyrazami, widać było, że to ją cieszy i że jest w stanie rozpoznać nowy wyraz w zestawie. Jeśli przestrzega się kilku ważnych zasad to taka nauka może być dla dziecka świetna zabawą a w przyszłości, kto wie, może rzeczywiście zaowocuje umiejętnością czytania.
Materiały do nauki można kupić przez internet lub przygotować samemu. W sieci pełno jest stron i instrukcji w jaki sposób stworzyć takie zestawy. Nasi znajomi z lekkim uśmiechem patrzą na to jak w każdą podróż zabieramy ze sobą komplety z wyrazami i kropki do liczenia, ale w tej metodzie oprócz dobrej zabawy liczy się konsekwencja i systematyczność i nie ma od niej odpoczynku nawet na czas wakacji.


Polecam naukę czytania i liczenia. Nawet jeśli rezultatem jej nie będzie płynne czytania w wieku 3 lat, to jest to piękny czas spędzony tylko z dzieckiem, który ono na pewno doceni:)
Dla niedowiarków polecam obejrzenie kilku filmików, niewątpliwie zachęcają do pracy...

środa, 27 lipca 2011

Komuno wróć...

nie cała i nie na zawsze, ale koniecznie w kwestii zagospodarowania osiedlowej przestrzeni mieszkalnej I NA WSZYSTKIE PLACE ZABAW!!!
Kupując mieszkanie nie zwracaliśmy zupełnie uwagi na to jak finalnie będzie wyglądać nasze małe osiedle. Bardziej od alejek, interesował nam metraż balkonu a od placu zabaw powierzchnia garażu. Błąd, pomyłka, niedopatrzenie. Okazało się, że chodników brak bo wszystkie służą za miejsce postojowe samochodów a o kodeksowym 1,5 metrowym miejscu dla przechodnia nawet nie ma co marzyć. Plac zabaw jest... ale tak jakby go nie było. Miał być ładny i duży ale w tym miejscy developer zdołał upchnąć malutki bloczek i z placu zostało oto to małe koromysło bez śladu cienia i drzew... Odkąd pojawiła się Zosia, rekreacyjna funkcja a raczej dysfunkcja naszego osiedla stała się nagle czymś bardzo dokuczliwym.



Dlatego też, wraz z Zosią,, w poszukiwaniu cienia i trasy spacerowej, regularnie odwiedzamy pobliskie 40-letnie osiedle. Są tam nie tylko chodniki dla przechodniów, ale również szerokie aleje (pojęcie niewystępujące na nowych osiedlach zupełnie), zielone skwery z ławkami, stare drzewa dające dużo potrzebnego cienia i piękne, odremontowane place zabaw (mało oblegane bo średnia wieku na tych gierkowskich osiedlach przekracza pewnie 60-tkę:).
Wiem co powiecie, że zielone place i skwery były rekompensatą za miniaturowe balkoniki i ślepe kuchnie, ale widocznie ówcześni architekci przed wygodne lokum przedkładali integracje, spotkania towarzyskie, w czasie których, w czynie społecznym można było przekopach rabaty:)...ach dawne czasy.
Dla tych co tak jak ja lubią sobie przypomnieć jak było kiedyś, polecam tą oto kronikę filmową. Łza się w oku kręci:)

poniedziałek, 18 lipca 2011

Qulturalny weekend

Tym razem przyszedł czas na wyprawę do stolicy. Niech od małego Zosia chłonie wielkomiejski kurz..:) Warszawa naprawdę da się lubić zwłaszcza, gdy warszawiacy wskażą ciekawe miejsca. Zaczęliśmy od...placu zabaw bo takich placów jak w Warszawie nie ma w całym Lublinie:) Zosia wraz z tatą postanowiła wykorzystać okazje i wypróbować wszystkie dostępne urządzenia.



Później odwiedziliśmy Park Rzeźby na Bródnie, gdzie podczas warsztatów dzieci miały możliwość własnoręcznie zbudować Togune i podpatrzeć jak artysta z Mali, tworzy na ich oczach afrykańską maskę. Starsze dzieci były zachwycone, Zosi jedynie ciekawa czy stworzone właśnie dzieło da się wziąć do buzi w celu masażu dziąseł:) Warsztatom towarzyszył piknik i poszukiwanie niewidzialnej rzeźby. Piękny park, piękne popołudnie!!!




Niedzielne przedpołudnie spędziliśmy w teatrze "dwóch aktorów i jednego widza" na przedstawieniu "Na straganie". Ciekawa scenografia, wartka akcja, młodzi aktorzy w świetnej formie. Polecam gorąco choć bardzo trudno o bilety:)


Popołudniu, jak wielu warszawiaków, wybraliśmy się do Łazienek Królewskich, aby w akompaniamencie Zosiowych krzyków, wysłuchać chopinowskiego koncertu. Po koncercie był jeszcze czas na karmienie wiewiórek orzechami i już trzeba było wracać do domu. Szkoda, szkoda, że ta Warszawa nie jest w Lublinie albo Lublin w Warszawie.

wtorek, 12 lipca 2011

Jedna zabawka wiele możliwości


Gorąco polecam zabawkę typu "kolorowe koła"! Daje nieskończenie wiele kombinacji zabawy a ilu rzeczy można się przy tym nauczyć...kształtów, kolorów, wielkości. Rozebrana na części , łatwo mieści się do torby i wszędzie można ją ze sobą zabrać, choćby częściowo, np na basen:) Nasza Zosia wprost za nią przepada, zresztą sami zobaczcie...

Znajdź 3 różnice na zdjęciach




Prawie jak koło ratunkowe:)


Zosiu, dlaczego masz takie duże oczy???


Zosiu, dlaczego masz takie duże uszy???

Szkoda tylko, że 3ciej ręki brak, byłaby zabawa:)

sobota, 9 lipca 2011

Zdjęcie







 Z okazji zbliżającego się urlopu i bliżej nieskonkretyzowanych planów wyjazdowych, postanowiliśmy wyrobić Zosi dowód osobisty. Do dowodu potrzebne są 2 zdjęcia z widocznym lewym profilem i  lewym uchem. Łatwo powiedzieć trudniej wykonać... Zdjęcie postanowiliśmy wykonać samodzielnie w domu bez środków zwiotczających:)  Prób było kilka, efekty oceńcie sami.


 Obawiam się jednak, że pani z urzędu wydającego dowody, zakwestionuje poprawność wykonanych przez nas zdjęć i wyśle nam do profesjonalnego fotografa.

wtorek, 5 lipca 2011

Czas tylko z tatą

Wróciłam do pracy! Trochę szybko i nieoczekiwanie i na razie tylko na kilka godzin, ale nie zmienia to faktu, że dziecię podczas mojej nieobecności, pozostaje pod czujnym nadzorem taty. Na razie oboje świetnie sobie radzą, niemalże niezauważając mojej nieobecności. Gdyby tylko tata mógł dziecku dać mleko...


Niestety, nadal sen z powiek spędza nam nieszczęsna butelka, na widok której Zosia robi się sino-fioletowa i gwałtownie ją odpycha machają nogami i rękami. Uwzięła się na nią i już!!!Chyba po prostu odpuścimy etap butelkowy i od razu przejdziemy na etap kubkowy. Oby się udało.